Dziękujemy wszystkim biorącym udział w konkursie!

Zwycięzcą jest.....

...... WIKTOR :-)

Zwycięzcę prosimy o kontakt mailowy z CraftKasia.

--------------------------------------------------------------------------



Kochani!

Wraz z CraftKASIA organizujemy dla Was super konkurs. Do wygrania WOREK PRZEDSZKOLAKA! Zwycięzca będzie mógł sam wybrać wzór - z dostępnych w butiku (wartość nagrody 26 zł).


Zasady konkursu:
1. Podajcie w komentarzu IMIĘ waszego przedszkolaka,
2. Polubcie nas na FB
3. Poinformujcie znajomych o konkursie (możliwość rozesłania informacji dowolna)

Konkurs trwa do 27.08.2015 
Wyniki konkursu będą ogłoszone na obydwu blogach 29.08.2015, wysyłka w ciągu 5 dni roboczych Pocztą Polską (tylko na terenie Polski).

Zapraszam i bawcie się dobrze! :-)
Bułeczki drożdżowe są u nas hitem weekendowych śniadań. Dzisiaj proponuję Wam przepis na jutrzejsze śniadanko. Gwarantuję, że z tym przepisem poradzi sobie każdy, kto tylko ma dobre chęci ;-)
Jako że maliny można kupić bez najmniejszych problemów, działajcie!



Potrzebujemy: 
- 150 ml mleka
- 30 g świeżych drożdży
- 60 g brązowego cukru
- 32,5 g masła
- 300 g mąki
- 1 jajko
- 1/2 łyżeczki soli
- ok. 200 g świeżych malin


W garnku podgrzewamy mleko. Ciepłe (nie gorące!) mleko łączymy z cukrem i drożdżami. Delikatnie mieszamy, aż cukier się rozpuści.
W rondlu rozpuścić masło i lekko ostudzić. Do mleka dodajemy pozostałe składniki i wyrabiamy ciasto. Na podsypaną mąką stolnicę wyciągamy ciasto (w razie gdyby było bardzo klejące można dosypać mąki) i wałkujemy je na prostokąt o grubości ok. 1 cm.
Ciasto kroimy na 9 części. Na każdy kawałek nakładamy kilka umytych malin i zawijamy ciasto, pilnując, aby w miejscach gdzie będziemy ciasto łączyć nie znalazła się mąka, utrudni to bowiem zadanie. 



W rękach formujemy jeszcze bułeczki i układamy na wyłożonej papierem do pieczenia blaszce. Bułeczki układamy miejscem klejenia do dołu. Odstawiamy je na 15 minut, aby jeszcze trochę wyrosły. 
W tym czasie włączamy piekarnik na 180.



Bułeczki smarujemy mlekiem i wkładamy do piekarnika na ok. 20 minut lub do czasu, aż nabiorą złocistego koloru. 

Jeszcze ciepłe bułeczki smarujemy lukrem.
Jestem absolutną fanką zwiedzania małych miejscowości, z dala od miejskich hałasów, zatłoczonych chodników, kolejek dosłownie do każdej budki. Z resztą, nie jestem zwolenniczką budek, straganów i innych tego typu rzeczy. Jeżeli chcę odpocząć to tylko w ciszy. W raju. Czyli tam gdzie są moim bliscy, śpiew ptaków, szelest liści. Udało mi się znaleźć właśnie takie miejsce. Rejony Kotliny Kłodzkiej są wspaniałe. Sama podróż tam jest już odpoczynkiem i czystą przyjemnością!

Jako miejsce docelowe obraliśmy Sienną. To wieś położona w powiecie kłodzkim licząca ok. 50 mieszkańców i uwierzcie, nie można się tam zanudzić ;-)

Atrakcji mimo wszystko jest tam mnóstwo, my wybraliśmy się na trzydniowy wypoczynek, ale zimą tam wrócimy i to na dłużej!










Ale po kolei... Zacznę może od tego, że Sienna leży w ośrodku Czarnej Góry, położona jest ok. 680 - 830 m n.p.m. Główną atrakcją jest zjeżdżalnia grawitacyjna - najdłuższa w Polsce. Zjeżdzalnia ma długość ponad 900 m, na trasie są 3 pętle, przejazd przez las i potok wiaduktem na wysokości 8 metrów!







Poza zjeżdżalnią grawitacyjną, która niewątpliwie jest atrakcją nie tylko dla dzieci, ale i dorosłych, Sienna ma do zaoferowania w swojej prostocie na prawdę wiele. Przede wszystkim szlaki górskie lub też drogi, po których można spokojnie jechać wózkiem.

Jeżeli jednak same spacery nam nie wystarczą, można udać się autem na przejażdżkę po okolicznych wsiach, gdzie atrakcji jest w brut. Jak na trzy dni, nawet za dużo. My z racji małych dzieci szukaliśmy jednak spokoju i zajęć, które nie byłyby dla nas zbyt męczące i absorbujące, mimo wszystko zanudzić dzieci byśmy nie chcieli. 
Zdecydowaliśmy się zatem odwiedzić Kletno. Cudownie położona wieś w dolinie rzeki Kleśnicy, znana głównie ze znajdującego się tam Rezerwatu Przyrody Jaskinia Niedźwiedzia.
Odwiedziliśmy Muzeum Ziemi, które posiada unikatową kolekcję minerałów i skamieniałości na skalę Polski, jak i Europy. Okazy pochodzą z całego świata. Do rzadko spotykanych znalezisk należą cztery skamieniałe gniazda z jajami dinozaurów - łącznie ponad czterdzieści jaj. Na terenie obiektu znajduje się również mini Park Jurajski. 


Następnym celem naszej podróży był urokliwy zalew w Starej Morawie. Przepiękne widoki, woda ciepła, mnóstwo atrakcji dla dzieci. Mała zjeżdżalnia wodna dla najmłodszych, rowery wodne, kajaki. Ponad to w zalewie jest bardzo płytki brzeg, dzięki czemu dzieci mogą bez obaw się "pluskać". Jest również molo prowadzące do wieży widokowej z której rozpościera się wspaniała panorama. 








Polska jest piękna i oto kolejny dowód! Warto odwiedzać zakątki naszego kraju, bo ma on tak wiele do zaoferowania.

Odwiedziliśmy również Międzygórze, ale temu poświęcę osobny wpis :-)
Ulubiony deser naszego Starszaka - idealny w tak upalne dni! Błyskawiczny w przygotowaniu, rozpływa się w ustach :-)



Potrzebujemy:

- 250 ml śmietanki 30%
- 1 galaretka owoce leśne
- 450 ml gorącej wody (do przygotowania galaretki)
- 6 biszkoptów (np. Lu Petitki)

Ilość porcji zależy od wielkości salaterek.

Galaretkę rozpuszczamy w 450 ml gorącej wody i czekamy aż zacznie tężeć. Kiedy już będzie dostatecznie twarda (ale tak, aby dało się ją przelać) zaczynamy ubijać śmietanę w wysokim pojemniku. Do prawie ubitej śmietany wlewamy tężejącą galaretkę i miksujemy aż składniki się połączą (nie za długo). Odrobinę galaretki zostawiamy do przyozdobienia deseru. W tym celu wkładamy resztę galaretki do lodówki.

Do salaterek dajemy po jednym biszkopcie i wykładamy na nie nasz krem. Deser wkładamy do lodówki i czekamy aż stężeje. 

Podawać na zimno.
Smacznego :-) 
W taki upał jak dziś, jeść się nie chce. Ale trzeba. Szczególnie dotyczy się to dzieci, moje mają w zwyczaju, że przed 13 zawsze obiad jest. Ale co robić kiedy za oknem prawie 40, w domu 27, a jeszcze teraz przy garach stać!? Ja mam na to sprawdzony sposób.
Szybkie w przygotowaniu, pulchne, sycące i przeeepyszne placki z przepisu mojej babci. Niezawodny obiad, kiedy na podwórku upał, gotować się nie chce, a zjeść by się "coś" zjadło.

Potrzebujemy:

- 3/4 szklanki kefiru
- 1/4 szklaki gazowane wody mineralnej
- 1 łyżka oleju
- 10 łyżek mąki
- 1/2 łyżeczki brązowego cukru
- 1/2 łyżeczki sody
- 1 jajko

- olej kokosowy do pieczenia
- zblendowane truskawki (w zamrażarce czeka jeszcze 9 kg ;-))
- borówki, porzeczki

Wszystkie składniki umieszczamy w misce i dokładnie miksujemy, aż masa będzie jednolita.

Na rozgrzaną patelnię w kształcie buzi misia dajemy odrobinę oleju kokosowego. Kiedy patelnia będzie już nagrzana, łyżką nakładamy ciasto i równo rozprowadzamy. Placuszki pieczemy z każdej strony do czasu aż lekko się zarumienią.

Smacznego :-)

Obsługiwane przez usługę Blogger.