Pisałam Wam już od jakiegoś czasu, że pracuję nad nowym projektem. W końcu nadszedł ten dzień i chcę się z Wami podzielić moją radością i jeszcze jednym dzidziusiem. 
Takim on-line, ale jednak. Poświęcam mu niemalże tyle uwagi, co moim rodzonym dzieciaczkom. Zatem, jeżeli chcecie dowiedzieć się nieco więcej o marce MISJA RODZINKA zapraszam, rozsiądźcie się i czytajcie! 


Misja Rodzinka to marka, która zrodziła się w mojej głowie ponad rok temu. Postanowiłam, że zacznę od blogowania, czułam niejako taką potrzebę. Blogując pojawiały się kolejne projekty, pomysły, nowi ludzie. Będąc na urlopie macierzyńskim, wychowawczym, następnie macierzyńskim i ponownie wychowawczym uwierzcie miałam spooooro czasu na przemyślenia. Tak więc zrodził się pomysł, aby stworzyć własną, unikatową markę odzieży dla dzieciaczków. Z racji, że często sama szukałam takich właśnie ubrań dla moich pociech, miałam spore problemy. 
Po pierwsze - jeżeli znalazłam już coś, co byłoby ciekawe i ładne - ładnie też kosztowało. Po drugie - znaleźć coś niebanalnego, dobrej jakości jest na prawdę niezłym wyzwaniem. 
Pomysł był, teraz tylko pozostaje kwestia zorganizowania utalentowanych ludzi, którzy pomogą. Z tym akurat nie było problemu. Z racji, że moja osobista Mama szyć potrafi (i to jak!) dziecku własnemu przecież nie odmówi. Od słowa do słowa biznes plan powstał, no i jesteśmy! Nie można tu pominąć nieocenionej pomocy męża mego i babci mojej!
MISJA RODZINKA tadam!


Czym się zajmujemy? 

Wymyślamy, projektujemy, kroimy, szyjemy. Następnie focimy i wystawiamy. Kupowanie zostawiamy WAM, naszym wspaniałym klientom. Specjalnie dla Waszych największych Skarbów szukamy materiałów z certyfikatami, najlepszej jakości. 
Kroimy tak, aby było przede wszystkim wygodnie i modnie. Wszystkie nasze rzeczy szyte są ręcznie przez moją Mamę, a "testowane" przez moje Dzieciaczki. 



Nie jesteśmy gigantem modowym, nie znajdziecie nas w sieciówkach. I myślę sobie, że to wszystko na PLUS. Dzięki temu, to co oferujemy jest faktycznie unikatowe. Poza ubrankami oferujemy Waszym pociechom kocyki, pościele, a także wielofunkcyjne MATY DO ZABAWY! 
Te ostatnie jak się okazuje jest absolutnym HITEM. Brakowało mi takiej właśnie opcji od zawsze. Klocki porozrzucane po pokoju nie są już moim zmartwieniem. I waszym zmartwieniem, również nie musi być! 







Kochani! Jeżeli jesteście zainteresowani, chcecie bliżej poznać naszą ofertę mam zaszczyt Was zaprosić na www.misjarodzinka.pl :-) 
Dodatkowo do końca marca DARMOWA WYSYŁKA, niezależnie od kwoty zamówienia. 
A tu jeszcze kilka naszych zdjęć.









Jednocześnie wszelkie uwagi, sugestie mile widziane. 

Trzymajcie się! Do następnego :-)
Czy wiecie, że... minął już rok!? Rok odkąd opublikowałam pierwszego posta na blogu! Nie jest to takie łatwe, jak by się mogło wydawać, zwłaszcza, kiedy jest się podwójną mamą, prowadzącą dom i ogarniającą wszystko co z tym związane. Jest to czasochłonne zajęcie, zwłaszcza, kiedy większość wpisów to przepisy kulinarne. Jest to dosyć trudne, ugotować, bądź upiec coś kiedy już dwa małe łobuziaki polują na to, a Ty człowieku zrób jeszcze dobre zdjęcia ;-) 

Były chwile zwątpienia, brak czasu, ale każdy komentarz, każdy lajk, każde udostępnienie posta dodaje kopa i chęci do działania!
Przede mną nowe wyzwania, nowe pomysły. Rodzi się tego sporo, a czasu jakoś w dobie nie przybywa. 
Czego nauczyłam się przy prowadzeniu bloga? Dobrej organizacji dnia, dosłownie każdej chwili! Staram się nie marnować żadnej minuty. Oczywiście nie zawsze to wychodzi tak jak sobie zaplanuję, ale staram się i uczę. 

Pewnie jesteście ciekawi, które posty cieszyły się największym zainteresowaniem?

Otóż, przed Wami TOP 5 najczęściej wyświetlanych wpisów!

1.  Tort Skittles który upiekłam Michałowi na Dzień Dziecka. Jego mina na widok TAKIEGO tortu rozbawiła nas do łez!
2. SOS przeziębienie - wpis trochę nieaktualny jeżeli chodzi o M. bo od zeszłego roku zaszła w nim spora zmiana i teraz bez problemu zażyje każde lekarstwo. Jedno się natomiast nie zmieniło! Nadal stosujemy metody zawarte w tym wpisie i u nas to działa! 
3. Jedzenie do przedszkola #2 - SUPER! Cieszy mnie to, że szukacie pomysłów na zdrowe i dobre przekąski dla Waszych pociech. Dostaję od Was czasami maile z pytaniami, dlaczego ten cykl nie jest kontynuowany. Przepraszam i obiecuję poprawę! Tak to jest jak człowiek ma w głowie mnóstwo pomysłów, a czasu na ich realizowanie znacznie mniej. Ale nowe przepisy w natarciu, a ten cykl planuję rozwijać dalej. No i te bułeczki maślaneeee mmmm...
4. Klopsiki z indyka - widzę, że u Was również są obiadowym pewniakiem. Łatwe i szybkie w przygotowaniu, a dzieciaczki je kochają. Czego chcieć więcej!?
5. No i w końcu Misja Rodzinka o.. Misja: Rodzinka. Recenzja SUPER rodzinnej książki. Bardzo chętnie czytany post, bo i konkurs był. Do wygrania były dwa egzemplarze książki, udział w konkursie wzięło sporo osób, bo i nagroda była tego warta.

Dziękuję Wam, że wchodzicie na bloga, czytacie, komentujecie czy to tu, na Facebooku czy też na Instagramie (bo tam też nas znajdziecie!) To bardzo miłe :-) 

A na koniec zdjęcie tortu, które wywarło chyba nie tylko na M duże wrażenie! 






Podzielcie się w komentarzach, które wpisy są Waszymi ulubionymi. Podpowiedzcie czego jeszcze brakuje na blogu, a co jest niepotrzebne! Wszystkie komentarze i sugestie mile widziane :-)

ROK 2015 ROKIEM UDANYM?



Wszyscy pytają "kiedy to przeleciało?" "przecież dopiero co był sylwester/wielkanoc/...". Też tak macie?
Ja na przykład mam nieodparte wrażenie, że dopiero co dziecko mi się urodziło, a już niebawem skończy cztery lata, drugie dwa. To dopiero szał. Kiedy to przeleciało??? ;-)

A tak na serio. Ten rok był po części trochę wyjątkowy, przynajmniej dla mnie.
Nie było co prawda jakiś fajerwerków, ale wolę względny spokój, niż wielkie akcje, po których trudniej wrócić do normalności.

Jak to wygląda u mnie? Nigdy nie decyduję się na postanowienia noworoczne. Wpędzają mnie w poczucie winy i wywierają na mnie presję. Nie czuję się z tym dobrze. Wręcz przeciwnie, przytłacza mnie to i wpędza w depresję, bo po tygodniu zdaję sobie sprawę, że to i tak nie wypali, to i tak nie ma sensu.

W nowy rok staram się wchodzić z głową pełną pomysłów, których zawsze mam w nadmiarze i co roku staram się te cele realizować, ale nie na hurra! Kolejność owych celów układam w zależności od tego, jak ważne są, jak dużym są przedsięwzięciem i czy jestem je w stanie zrealizować sama czy też będzie mi potrzebna pomoc. Kończąc rok zawsze skupiam się na pozytywach, to dobrze człowieka nastraja. No bo przecież zawsze coś się uda! Nigdy nie jest tak, że wszystko się wali! Jak tylko poważnie, na spokojnie się zastanowić to każdy znajdzie jakiś swój mały wielki sukces. Nie trzeba od razu gór przenosić. Istotne są detale, drobnostki, błahostki!

Ten rok uważam za udany. Takie moje, krótkie podsumowanie:

1. Z nowym rokiem postanowiłam prowadzić bloga i tak już w tym trwam cały rok, raz jest mnie tu więcej raz mniej, ale jestem :-)
2. Wspólnie z Małżem mym zrobiliśmy MEEEGA rewolucję w naszym dosyć sporym ogrodzie, fakt faktem, że harowaliśmy tam równe trzy miesiące i we wrześniu myśleliśmy, że ducha wyzioniemy, ale JEST! Udało się! Tu należą się również brawa dla rodziców i babci (nie powinno się wieku kobiecie wypominać, ale tu akurat tego faktu nie można pominąć! Babcia jest po 80! a walczyła razem z nami:-))
3. Trochę na spontanie, ale wysłałam mego starszego dziecia do przedszkola i uważam to za sukces. On jest szczęśliwy (ma nowych kolegów) to i ja jestem szczęśliwa.
4. Zainspirowana działaniami moich dwóch koleżanek, które same machnęły malowanie mieszkań, postanowiłam i ja podjąć wyzwanie. A jak! Małż mój wyjechał w delegację, moment idealny na remonty ;-) i tak tydzień walczyłam z metrami. Kiedy to robiłam, skoro byłam sama z dwójką szkrabów? Ano od 19 kiedy to szły spać do póóóźnej nocy i tak tydzień zleciał. Ale sukces jest! :-)
5. A na koniec wisienka! Pomysł, którym się już z Wami podzieliłam na FB. W nowym roku odpalamy wspólnie z moją Mamą.... na więcej przyjdzie Wam poczekać do połowy stycznia ;-)

Nie skupiam się na małych potknięciach i porażkach. One przytrafiają się wszystkim, nie należy ich wypierać z pamięci, wyciągajmy z nich wnioski. Ale pamiętajcie, że sukcesy też każdego dosięgną! Wystarczy wyciągnąć po nie rękę :-)

Jak to mawia mój Małż tylko od Ciebie zależy czy widzisz szklankę w połowie pełną czy w połowie pustą ;-)

A Wasz rok był udany? Czego byście sobie życzyli na ten Nowy Rok? 


Ciasteczka uwielbiane przez wszystkie dzieciaczki. Idealne na świąteczny stół!
Błyskawiczne w przygotowaniu, trochę kruche z delikatnym pomarańczowym posmakiem. Spróbujcie, a nie będziecie żałować!




Potrzebujemy:


- skórka z pomarańczy

- 300 g miękkiego masła
- 250 g cukru pudru
- 600 g mąki (ewentualnie trochę więcej)
- 3 żółtka
- 2 łyżeczki proszku do pieczenia

Miękkie masło wraz z cukrem, skórką z pomarańczy i żółtkami ucieramy mikserem na puszystą masę. Następnie dodajemy partiami mąkę z proszkiem do pieczenia. W razie gdyby mikser zawodził, ciasto wyrabiamy rękami. 


Gotowe ciasto rozwałkuj i wykrawaj dowolnymi foremkami. Ciasteczka umieszczamy na blasze wyłożonej papierem do pieczenia i wkładamy do piekarnika nagrzanego do 190.


Ciasteczka pieczemy 10 - 12 minut.


No i polewa na ciasteczka, którą pamiętam z dzieciństwa - najlepsza, bo babcina :-)

Potrzebujemy:

- 1 1/2 łyżki wody
- 3 łyżki cukru
- 50 g masła
- 4 łyżeczki gorzkiego kakao

Wodę z cukrem umieszczamy w rondelku i zagotowujemy, dodajemy masło i je roztapiamy, następnie wsypujemy kakao i mieszamy do czasu uzyskania gładkiej konsystencji. Teraz pozostaje tylko ozdabianie :-)
Pamiętajcie, że ciasteczka możecie upiec już dziś, ale z ozdabianiem czekoladą lepiej poczekać na 2 dni przed świętami.





*Przepis zmodyfikowany pochodzi z bloga Anyżkowo
Taaaak jesień nadeszła. Nie da się jej przegapić. O 16 nastaje ciemność, dzieci jakby bardziej marudne. Co robić!? Ano czytać, czytać i jeszcze raz czytać! Jeżeli Wasze dzieci podobnie jak mój M. uwielbia książki to polecam tę - Wilk z Pięknego Lasu. 
Super książka z morałem. Takie lubię.



Bo książka dla dziecka powinna się podobać nie tylko najmłodszemu słuchaczowi, ale i rodzicowi. Bo co, kiedy ów czytający męczy się czytając!? Zero przyjemności dla żadnej ze stron.
Dlatego, jeżeli poszukujecie nowych pomysłów, wychodzę Wam na przeciw.

Wilk z Pięknego Lasu, trafił w moje ręce całkiem przypadkiem. Książka idealnej długości, nie za długa, nie za krótka, lecz w sam raz :-)
Bo co kiedy książka ciągnie się jak ...? Dziecko traci zainteresowanie, dekoncentruje się. 

W kilku słowach o książce?
Książka opowiada o pewnym wilku, który jest bardzo miły i uprzejmy, przyjaźni się z Czerwonym Kapturkiem i Trzema Świnkami. Jest przyjazny i.... utalentowany kulinarnie ;-) Wilk robi najlepsze w caaałym lesie naleśniki, które jak się później okaże, uratują zwierzęta przed "strasznym" potworem. Książkę czyta się lekko i przyjemnie. Jest zrozumiała dla 3 - 4 latka.
Momentami jest zabawnie, trochę "strasznie", ale i pouczająco. Książeczka jest idealna na wieczorne czytanie przed snem :-)









Stało się!

Powstała książka, mało tego, nawet można ją już kupić. Tytuł bardzo zbliżony do nazwy mojego bloga. Ale nie dajcie się zwieść, nie ja jestem jej autorką, chociaż..... może jestem jej współautorką, ba! Mój mąż, dzieci, rodzice, rodzeństwo, a nawet babcia z dziadkiem są jej współautorami. 

Zapytacie pewnie, ale jak to!? Ano tak, prawda w najczystszej postaci :-)




Już spieszę z wyjaśnieniami.

Książka "Misja: Rodzinka" to ciekawy projekt, który w pełni angażuje rodzinę do wspólnego tworzenia, wspominania, przywoływania najważniejszych wydarzeń z przeszłości Waszej i Waszych najbliższych. To książka, którą stworzycie tylko i wyłącznie Wy, czyli Rodzina. 

Będziecie musieli w sobie odnaleźć detektywów, ale dzięki temu dowiecie się o swoich przodkach takich rzeczy, o których nawet nie śniliście.
Książka idealna na wspólne wieczory, przydadzą Wam się kredki, długopisy, zdjęcia. W ten sposób będziecie tworzyć Waszą osobistą księgę rodu. 


UWAGA! KONKURS!

Już teraz do wygrania 2 książki "Misja: Rodzinka". Jeżeli chcesz wzbogacić Waszą rodzinną biblioteczkę lub też chcesz kogoś obdarować tą familijną księgą to zapraszam do wzięcia udziału w rozdawajce!

Warunki:

1. Polub na FB Wydawnictwo Literacie, Misję Rodzinkę (książka) oraz Misję Rodzinka (blog)
2. Udostępnij na swoim profilu informację o konkursie
3. Czekaj na wyniki, ogłoszenie zwycięzców nastąpi 29.11.2015

POWODZENIA :-)
Wiecie dlaczego uwielbiam weekendy? No przecież nie dlatego, że nie muszę iść do pracy, bo ja, przecież nie pracuję ;-) Spać też jakoś szczególnie długo nie śpię, bo dzieci litości nie mają. Niby nie mogę narzekać bo szybciej, niż o 7 z łóżka nie wychodzę, ale szczyt marzeń to też nie jest. 
Weekendy kocham za to, że możemy zjeść takie rodzinne śniadanie! Bez pośpiechu. Wszyscy razem. W ciągu tygodnia niestety nie ma na to fizycznej możliwości. Dlatego warto celebrować te dwa wolne dni w tygodniu. Ostatnio mamy fazę na śniadaniowe pancakesy, tym razem w wersji bananowej. 




Potrzebujemy:

- 150 g mąki pszennej
- 1 łyżeczka proszku do pieczenia 
- 70 ml mleka
- 1 jajko
- 2 duże, dojrzałe banany
- 2 łyżki brązowego cukru (jeżeli ktoś lubi słodkie ;-))

- owoce, syrop klonowy, konfitura

Mąkę wraz z proszkiem do pieczenia przesiać do miski. Następnie dodajemy jajko i mleko, miksujemy do uzyskania gładkiej masy. Banany rozgniatamy widelcem, wrzucamy do miski i miksujemy do połączenia się składników. 
Placki pieczemy na patelni bez dodatku tłuszczu.

Smacznego :-)

Jednak w te jesienne, pochmurne dni może wydarzyć się coś zaskakującego, coś miłego i niespodziewanego. Właśnie "coś" takiego spotkało mnie kilka dni temu. A konkretnie mój blog został doceniony i nominowany do LBA. Za co dziękuję Magdzie z bloga Zebra v paski i zachęcam do odwiedzenia jej bloga.




Teraz słów kilka o tym, co to takiego te LBA. 

"Wyróżnienie Liebster Blog Award  otrzymywane jest od innego blogera w ramach uznania za "dobrze wykonaną robotę". Osoba z wyróżnionego bloga odpowiada na 11 pytań zadanych przez osobę, która blog wyróżniła. Następnie również wyróżnia 11 osób (informuje je o tym wyróżnieniu)  i zadaje 11 pytań. Nie można nominować bloga, z którego otrzymało się wyróżnienie." 

Zachęcam Was do przeczytania co nie co o mnie :-)

1. Jeden przedmiot, który zabrałabyś na bezludną wyspę.

Na pewno byłaby to jakaś super książka kucharska. Uwielbiam wertować strony i szukać nowych inspiracji. Na bezludnej wyspie miałabym spore możliwości czasowe ;-)

2. Miejsce na świecie, które chciałabyś jeszcze odwiedzić.

Zdecydowanie moim najbardziej aktualnym marzeniem jest podróż nad jezioro Como we Włoszech.

3. Najpiękniejsze miejsce, które do tej pory widziałaś?

Trudne pytanie, bo wiele takich miejsc było. Ale jak pomyśleć dłużej, to chyba najbardziej zakochana jestem w Toskanii. Ma w sobie to coś co mnie urzekło i jak tylko, ktoś by mi zaproponował spontaniczny wyjazd w ten region Włoch, to jestem gotowa w 3 minuty :-) 

4. Twój największy blogowy sukces?

Mój blog jest stosunkowo "młody", prowadzę go dopiero od stycznia 2015, także raptem 8 miesięcy. Liczę, że sukcesy dopiero przede mną. Jednak poniekąd sukcesem jest to, że właśnie tu jesteś i czytasz ten post.

5. Szybkie, proste i pyszne danie to?

Jedno z najszybszych, prostych i pysznych dań w naszym domu to klopsy z jajek :-) Klik tu

6. Zapraszasz teściową na kolację, czym ją zaskoczysz?

Brakiem kolacji ;-)

7. Kim chciałaś być jako dziecko?

Chciałam być zakonnicą, bo koleżanka nią chciała zostać. 

8. Twój sprawdzony trik urodowy:

Sprawdzonych trików nie mam, mistrzem makijażu się nie czuję ;-)

9. Must-have w szafie każdej kobiety to?

Szpilki! Sama rzadko w nich chadzam, bo jednak gonić dwójkę maluchów w takich butach to już level hard, ale szpilki w garderobie być muszą.

10. Kobieta, która Cię inspiruje/którą podziwiasz/którą naśladujesz to?

Zapewne nikogo nie zaskoczę, kiedy odpowiem, że podziwiam moją Mamę. Jest na prawdę fajną kobietą, zdolną, kochającą, taką która zawsze wysłucha i pomoże jak tylko może.

11. Cel w Twoim życiu do którego dążysz to?

Dążę do tego, aby za 20 lat usłyszeć od swoich dzieci "Jesteś super Mamą". 


Cieszę się, że mogłam odpowiedzieć na powyższe pytania. Ja nominuję do LBA:





Moje pytania do Was dziewczyny:
1. Twój życiowy sukces?
2. Co najbardziej lubisz robić w wolnym czasie?
3. Najpiękniejsze miejsce, które widziałaś?
4. Twoja największa słabość to?
5. Bez czego nie wyobrażasz sobie życia?
6. Co Cię naprowadziło na pisanie bloga?
7. Od czego zaczynasz dzień?
8. Kawa czy herbata?
9. Najdziwniejsza potrawa/owoc które jadłaś?
10. Twoja ulubiona książka, do której wracasz?
11. Jaką cechę charakteru cenisz najbardziej? 


Sezon jesienny rozpoczęty, a jak jesień to i kasztany. My wybraliśmy się ostatnio na rodzinny spacer, ale nie taki bez celu. Cel był i to ambitny - nazbierać jak najwięcej kasztanów. M. miał ze sobą koszyczek do którego zbierał kasztany, już to było świetną zabawą. Następnie, po powrocie do domu, zabraliśmy się za robienie "ludzików" i innych stworzonek z zebranych kasztanów. 
My zbieraliśmy również żołędzie, jarzębinę oraz łupiny kasztanów. Wszystko się przyda! :-)



Co można zrobić z kasztanów? Na pewno tradycyjne "ludziki", które znają chyba wszyscy jeszcze ze swojego dzieciństwa. Przyznam się bez bicia, że teraz, sprawiało mi to więcej frajdy, niż kiedy byłam dzieckiem ;-)

Co potrzebujemy, aby zrobić ludziki?
- kilka kasztanów
- małe wykałaczki
- plastelina
- kapelusik żołędzia



Nasza Złotowłosa ma również torebkę z jarzębiny ;-)





ZWIERZĄTKA, krowy, świnki, pieski. U nas mniej ambitnie, ale równie kreatywnie. Postawiliśmy na jeża i dżdżownicę.
Do wykonania jeża potrzebujemy:
- łupinę kasztana
- plastelina brązowa i czarna

Kawałek plasteliny formujemy w rękach i wypełniamy łupinę, kawałek plasteliny powinien wystawać jako buzia jeża. Czarna plastelina posłużyła nam jako oczy i nos.


Do zrobienia dżdżownicy potrzebne będą:
- kasztany
- kawałek nici
- igła
- młotek
- małe kleszcze
- kawałek wykałaczki
- plastelina

Nić nawlekamy na igłę i przekłuwamy kasztan "na wylot" potrzebny nam do tego będzie młotek i kleszcze (aby przeciągnąć igłę). Przekłuwamy dowolną ilość kasztanów, wszystko zależy od tego, jak długa Wasza dżdżownica ma być.
Kawałek wykałaczki potrzebny będzie jako ogonek, aby nić nam nie wyszła. 




Uhu HA, uhu HA nasza zima bardzo zła... tadam zrobiliśmy bałwana :-) oby do lepienia tych prawdziwych było jeszcze daleko.
Do wykonania bałwana potrzebne będą:
- kasztany
- plastelina
- kapelusik żołędzia

Kasztany zlepiamy kawałkami plasteliny. Wykonanie takiego bałwana jest tak proste, że komentarz jest zbędny :-)



Poniżej kilka zdjęć Naszych wspólnych prac.

Z kasztanów można wykonać na prawdę duuuużo, duuuużo więcej, wszystko zależy tylko od Waszej kreatywności. Udanej wspólnej zabawy! :-)


















Muszę się Wam do czegoś przyznać.
Mam ogromny problem z drugim śniadaniem. Często się zastanawiam co zjeść i co dać dzieciaczkom, żeby było pełnowartościowe, zdrowe i zapełniło im brzuszki na jakiś czas. Nie chcę ich zapychać zwykłymi kupnymi jogurtami, które tak na prawdę nie wiele dobrego dają naszym dzieciom. Wpadłam więc ostatnio na pomysł "przetestowania" na moich pociechach trochę innego koktajlu. Eksperyment się przyjął, koktajl był już robiony wielokrotnie. Polecam :-)




Potrzebujemy:

- 250 ml mleka migdałowego
- 1 dojrzały banan
- garść mrożonych truskawek
- 1 dojrzała gruszka
- nasiona Chia

Truskawki rozmrażamy, wszystkie składniki powinny być w temperaturze pokojowej.
Mleko wlewamy do blendera, dorzucamy pokrojonego banana, obraną i pokrojoną gruszkę oraz miękkie truskawki. Wszystkie składniki blendujemy tak, aby otrzymać gładką konsystencję. Koktajl rozlewamy do szklanek i sypiemy nasiona Chia. 
Smacznego :-)


Kolejny wpis z serii "Co do jedzenia do przedszkola / szkoły?" 

Zdradzę Wam przepis na wyjątkowo maślane i pulchne drożdżowe bułeczki, które w Naszym domu znikają w mgnieniu oka. Zrobienie ich zajmuje niewiele czasu, a uwierzcie, że nie pożałujecie. Bułeczki można zrobić z dowolnym dżemem, czekoladą lub po prostu suche. Ja zrobiłam z konfiturą truskawkową własnej roboty :-)
Mój syn chętnie zabiera te bułeczki ze sobą do przedszkola. Za zwyczaj 2 bułeczki zostawiam puste, z racji tego, że M. lubi mnie zaskakiwać i często wyskakuje z hasłem "chcę tę bułeczkę z serkiem / suchą". Staram się, żeby nic mnie nie zaskoczyło ;-)


Potrzebujemy:
- 500 g mąki + 3 łyżki
- 100 g cukru
- 2 jajka
- 30 g świeżych drożdży
- 250 ml mleka (ciepłego)
- szczypta soli
- 100 g masła


W garnku podgrzewamy mleko. Ciepłe (nie gorące!) mleko wlewamy do wysokiego, plastikowego pojemnika i łączymy z pokruszonymi drożdżami, dodajemy łyżkę cukru i 3 łyżki mąki, całość mieszamy, przykrywamy ręcznikiem i odstawiamy w ciepłe miejsce na 10 - 15 minut.



W rondlu rozpuszczamy masło, dodajemy resztę cukru i mieszamy. Do miski wsypujemy przesianą mąkę, sól, jajka. Dodajemy przestudzone masło oraz wyrośnięty zaczyn. Całość mieszamy widelcem, aż do połączenia składników, następnie ciasto wykładamy na oprószoną mąką stolnicę i dokładnie wyrabiamy ok. 5 - 7 minut co jakiś czas podsypując mąkę w razie potrzeby. 

Wyrobione ciasto wkładamy do miski oprószonej mąką i przykrywamy ręcznikiem. Miskę umieszczamy w ciepłym miejscu (ja zawsze daję pod kołdrę ;-)) na ok. 45 minut lub do czasu, aż podwoi swoją objętość. 





Wyrośnięte ciasto wykładamy na stolnicę i dzielimy na 9 części. Nie wałkujemy! Ciasto spłaszczamy rękami i na każdy kawałek nakładamy konfiturę (2 łyżeczki). Ciasto zawijamy i formujemy na kształt bułeczek.







Gotowe bułeczki układamy na blasze wyłożonej papierem do pieczenia, tak, aby się ze sobą stykały i smarujemy mlekiem. Blaszka powinna być kwadratowa o długości boku ok. 22 cm.


Bułeczki pieczemy w nagrzanym do 180 piekarniku (góra - dół) przez ok. 30 minut, tak, aby góra była dobrze przyrumieniona. 






Smacznego :-)



Obsługiwane przez usługę Blogger.